niedziela, 28 sierpnia 2011

Nadal Rozdział VI

      Zaniemówiłam.  Do tej pory, dostawałam propozycje napisania wypracowania do szkoły za 5 złotych, a teraz? I co ja mam mu powiedzieć?
      - Ale chyba nie pójdziesz w tym? - spojrzałam na jego potarganie dżinsy i pomiętą koszulę.
      Rozbawiłam go. A z siebie zrobiłam blond idiotkę. Super.
      - Oczywiście, że nie. To jak?
      - Yyyyyyy. Poczekaj chwilę muszę się zastanowić - natychmiast zwiałam do łazięki. Jak ostatni tchórz. I czego się boisz idiotko? W końcu i tak musisz z kimś iść. Nikogo tu nie znasz, oprócz Iwana i Borysa, ale z tym drugim nie pójdę, bo ten pierwszy do końca życia mi nie wybaczy i w dodatku zrobi scenę. Może już nie obyć się bez ofiar. Sceny brutalnej walki już pojawiły mi się przed oczami. Ale... czy tylko o to mi chodziło?
     Dobra. To bez sensu. Pójdę z nim i koniec kropka.
     I nagle coś zobaczyłam. Nie miałam już skrzydeł. W lustrze zobaczyłam, że zamiast tego na plecach mam tatułarz. Nie zastanawiałam się, w jakim kształcie.
      Wyszłam.
      - Ok, pójdę z Tobą.
      - Teraz powinnaś powiedzieć "ale pod jednym warunkiem ".
      - Dlaczego ?
      - Dziewczyny chyba zawsze tak mówą.
      - Ok. Pójdę z tobą, ale pod jednym warunkiem. Będziesz tańczyć tylko ze mną.
      -Hmmm. Chyba nie mam wyboru... A księżniczce się nie odmawia... No dobra, choć to nie jest dla mnie korzystny warunek...
      Żartował sobie ze mnie.
      - Nie to nie. Jakoś sobie poradzę. Jakby co, to pozostaje jeszcze Borys...
      Nagle jego twarz spoważniała.
     - Nawet o tym nie myśl.
     - Dlaczego? Co? Zabronisz mi?
      Czułam się urażona tymi jego żartami. Chciałam go ominąć i iść gdziekolwiek, wracać do domu, ale złapał mnie za łokieć.
     - Pójdziesz ze mną. Dla własnego bazpieczeństwa.
      Jak ja mogłam myśleć, że on jet fajny? To dupek! Z nim nie da się o niczym rozmawiać! Jest beznadziejny. Nie cierpię go! Kiedyś tego szystkiego pożałuje! Nie daruję u tej zniewagi. Muszę tylko coś wymyślić...
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...             

piątek, 26 sierpnia 2011

Rozdział VI

     Następnego dnia, wieczorem miał się odbyć bal. Nie wiedziałam w co się ubrać, ale od czego miałam Iwana... Zaprowadził mnie do jednej z wielu komnat w wielkim zamku. Było tam mnóstwo biżuterii, sukienek i butów.
     - Oto garderoba godna księżniczki.
     Wzięłam go za rękę.
     - Chodź, pomożesz mi wybrać coś, w czym będę wyglądała jak księżniczka - był bardzo speszony, ale ja nie dałam mu prawa wyboru. Pociągnęłam go wzdłuż półek, gablot i wieszaków. Na samym końcu była przebieralnia, a raczej łazięka w królewskim wydaniu. Wielka wanna, umywalka... Niczego tu nie brakowało. Znalazłam nawet dżakuzji!
     Wyszłam.
     - Okej, to teraz trzeba znaleźć coś odpowiedniego... - popatrzyłam w miejsce, gdzie powinien stać Iwan, ale tam go nie było, jak w każdym miejscu, w zasięgu mojego wzroku.
      Jest! Właśnie wyłaniał się zza zakrętu. Ręce miał zajęte piękną, lazurową suknią i kilkoma pudełeczkami.
     - Proszę. Jeśli to Ci się nie spodoba, to widocznie, albo nie mam gustu, albo wcale Cię nie znam.
     Przyznaję, ma bardzo dobry gust.
     Sukienka opinała się wokół mojej tali ( poraz pierwszy dziękowałam Bogu, że mam dość spory biust ), a potem spływała pięknie do moich stóp. Na nich miałam srebrne pantofle na obcasach. W szafkach znalazłam mnóstwo kosmetyków. Z włosów ułożyłam piękny kok. Na głowę włożyłam piękny diadem. Szyję zdobiła kolja ze srebra i brylantów, a na rękę włożyłam bransoletkę, którą dostałam od Iwana. Całość prezętowała się pięknie, lecz dopiero reakcja dobierającego ten strój dała mi satysfakcję. Po prostu oniemiał, a minę miał... Nie wiem, jak mam to określić...
     Nie chciałam widzieć swojej miny, gdy Iwan z niepewną miną wypowiedział jedno magiczne zdanie:
     - Czy chceż iść ze mną na ten bal? 
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...              

niedziela, 21 sierpnia 2011

Nadal rozdział V

     Obudziłam się.
     Znowu.
     Muszę zaskarżyć autorkę. Czy ja nie mam nic do roboty? Kraj do uratowania, mnóstwo nauki..., a ona sobie wymyśliła, że co rusz będę traciła przytomność.
     Okej.
     Co dalej?
     A, już wiem.
     Zaczęłam wrzeszczeć, gdy ujrzałam dwie głowy Iwana nad sobą. Jedna westchnęła, a druga uśmiechnęła się i powiedziała:
     - Cześć Motylku, mam na imię Borys i jestem bratem  bliźniakiem tego durnia, z którym chodzisz do szkoły.
     - Durnia? Hmmm. Coś czuję, że się dogadamy. Pomóż mi wstać - podałam mu rękę.
     - Nie powinnaś jeszcze... - zaczął Iwan, ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Mój nowy kumpel z przyjemnością postawił mnie na ziemi. Ledwo musnęłam stopami podłogę, a już przed oczami pojawiły mi się szare mroczki. Zachwiałam się i byłabym upadła, gdyby jakieś silne ramiona nie podtrzymały mnie. Potem poczułam, że się unoszę. Gdy dotknęłam głową poduszki, już prawie nic nie czułam, nic nie widziałam.
     - Anielo, pij - Iwan podstawił mi do ust i zaczął ją powoli przechylać. Gdy opróżniłam naczynie do końca, powoli wszystko zaczęło wracać do normy.
     - Motylu... - Borys, który dotychczas stał kilka kroków od łóżka, zaczął się powoli przybliżać, lecz Iwan gwałtownym ruchem ręki posłał go na ścianę. Wstał i wziął za fraki swojego brata..
     - Coś Ty jej zrobił?! - Odpowiedziało mu milczenie. Znów rombnął Borysem o ścianę. - Pytam się, coś Ty jej zrobił?! - Znów nic. Jego pięść poleciała na szczękę bliźniaka. Aż dziw, że nie protestował.
     - Przestań - jak mój głos mógł być tak lichy? Iwan i tak mnie nie usłyszy..., ale o dziwo westchnął i puścił rzekomego złoczyńcę.
     - Nie zbliżaj się do niej. Nigdy. Spróbuj ją tknąć, a będziesz wąchać kwiatki od spodu.
     W jego głosie było tyle wrogości...  Nie poznawałam go. To już nie był jeden  z próżniaków z mojej szkoły, tylko śmiertelnie groźna... bestia. Pomyślałam, że nie chcę go nigdy mieć z a przeciwnika.
     Ale... ile razy go obrażałam, prowokowałam niemiłymi zaczepkami..., a on zawsze miał do mnie anielską cierpliwość.
     Musiał naprawdę nienawidzić brata.
     Albo... Nie, na  pewno nie.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...                       

Coś o Ktosi

Ten dział wraca z za grobu...
Bu ha ha ha!
Podsumujmy:
Jestem blondynką, mam niebieskie oczy. Wiek - 13 lat i ( prawie ) 6 miesięcy.
Mam dwa psy, kota i papużkę falistą.
Lubię czytać książki.
Uwielbiam zwierzęta.
Nowe wiadomości:
Lubię pisać: książki, opowiadania, wiersze, piosenki.
Dość ładnie rysuję...
Coś o moim życiu:
      Moja poprzednia klasa liczyła 17 osób ( wielka, no nie? ). Podstawówkę ukończyłam z wyróżnieniem. Teraz idę do gimnazjum nr 2 w Krakowie. Mam super dojazd, nie to, co Zaciesz. Ja mam wszędzie łatwy dojazd. 
      Moim marzeniem, jest kupić dworek popadający w ruinę, odremontować go, obok niego założyć stadninę koni. Miałabym w tedy święty spokój, nie musiałabym chodzić do pracy, bo założyłabym szkółkę jeździecką, wynajmowałabym pokoje, ponieważ dworek byłby dla mnie za duży, nawet, gdybym mieszkała z mamą, tatą, Zacieszem... i jeszcze kilkoma osobami.
Na dziś to tyle w tym dziale.
Pa pa.
Ktosia 

Ktośka mówi

Cześć.
Jak się macie? Mam nadzieją, że odpowiecie w KOMENTARZACH ( napisałam dużymi literami, żebyście ODPOWIEDZIELI ). Uwierzcie, przeczytam je, może coś poradzę...
Może ktoś zauważył nową ankietę. Liczę na więcej niż dwa głosy. Odezwijcie się, bo zacznę wierzyć, że liczba kliknięć na tą stronę to tylko zakłócenie, za którymi stoją ufo-ludkowie.
Coś jest ze mną nie tak. Nudzę się w domu, nudzę się na polu..., a mój kot ma to gdzieś, śpi na łóżku i nawet nie mruczy.
U mnie nic ciekawego... Chyba... Przeczytałam "Baśnie z tysiąca i jednej nocy"... Trochę rysowałam... Ogólnie - NUUUUUUDYYYYYYY. Moje życie jest jak duch na zamku, który cały czas robi BUUUUUUUUUUUU, bo mu się nudzi. Nawet świeczki zapachowej nie chce mi się zapalić!
Dobra, lecę sprawdzić co się dzieje na blogu kuzynki.
PAAAAAAAAAAA.
Dobra, już przesadzam z tymi dużymi literami.
Buziaczki.
KTOSIA ;P                     

piątek, 19 sierpnia 2011

Ktośka mówi

Cześć.
Wczoraj rozpoczęłam naukę jazdy konnej. Na początku strasznie się bałam, ale potem jakoś to minęło ( w zależności od tego, jakie miałam ćwiczenie do wykonania ). Lekcje pobieram w stadninie koni w Rzeszotarach. Następna lekcja w przyszłym tygodniu. Serdecznie pozdrawiam Asię, która prowadziła konia, na którym jechałam. Była to klacz imieniem Wiosenka, maści myszatej ( choć nie wiem, czy dokładnie w ten sposób odmienia się  to słowo ), urodzona w 2006 roku. Więcej możecie dowiedzieć się na stronie http://www.stadninarzeszotary.pl/.
To by było na tyle.
Buziaczki.
Ktosia                

środa, 17 sierpnia 2011

Rozdział V

Nie otworzyłam oczu po tym, jak się obudziłam. Uporządkowałam kilka spraw w swojej głowie. Zastanawiałam się, dlaczego wyrosły mi olbrzymie skrzydła na plecach. Ja wcale o nie nie prosiłam! Nie są mi do niczego potrzebne!
Nagle przed oczami pojawiła się moja mama.
- To nie przekleństwo. Nie wiesz, ilu mieszkańców tej krainy chciałoby je mieć. To insygnia władzy. To ciebie będą szanować; ciebie będą słuchać! Pamiętasz, jak bardzo chciałaś być księżniczką, gdy byłaś mała? Bycie nią nie oznacza luksusów. To ciężka praca! Jeśli chceż mieć jakiekolwiek przywileje wśród ludu, musisz na to zasłużyć. Rządź mądrze, a Twoi krajanie pójdą za Tobą w ogień. Nie myśl, że zostawiam Cię z tym samą. Do wykorzystania masz magię. Co kolwiek zechceż... Wszystko tu jest możliwe. Trzeba tego tylko bardzo mocno chcieć. Uważaj na ludzi, którzy chcą Ci zaszkodzić. Nie mówię tylko o podstępnych szpiegach, którzy czyhają na Twoje życie. W świecie, w którym żyjesz na codzień też są zdrajcy. Masz miesiąc, aby uratować ten kraj, potem wracaj do brata, do domu.
Powiedziawszy to, znikła.
Westchnęłam. Zanim otworzyłam oczy, usłyszałam przepełniony troską głos Iwana:
- Motylku, wstań, otwórz oczy, nie rób mi tego, wstań.
Coś mi podpowiadało, że to jednak nie jest jego głos.
- To nie żaden motylek! Ona ma na imię Aniela!
To na pewno był głos Iwana.
- Och, zamknij się!
Jakiś rumor, trzaski, postękiwania.
Wstałam, otworzyłam oczy. Pstryknęłam palcami i dwaj chłopcy znaleźli się w dwóch klatkach. W jednej był Iwan, a w drugiej... Iwan. Poczułam, że zaraz zemdleję... I nie myliłam się.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...         

Ktośka mówi

Sorry, że ostatnio nie pisałam. Ostatnio dużo się wydarzyło.
W poniedziałek byłam u mojej cioci. Oj, działo się, działo. Hmmm. Nie będę Was zanudzać moimi sprawami osobistymi.
Dziś byłam u drugiej cioci. Wynudziłam się jak mops, ale fajnie było.
Jutro jadę załorzyć konto ( na blogu pojawią się reklamy, w które TRZEBA klikać ) i do stadniny integrować się z jakimś nieszczęśnikiem, który będzie mnie wozić.
A teraz tajemnica, dlaczego mam wolny komputer - Wisełka gra mecz. Ja za piłką nożną nie przepadam, ale mój brat i mama to co innego.
Dobra, lecę sprzątać bajzel, który zrobił mój kot.
Papa.
Ktosia                   

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Ktośka mówi

Witam, witam.
Na pewno nie mogę zaśpiewać " mało nas, mało nas do pieczenia chleba", ale na pewno nie za dużo! Jakoś się pomieścimy.
Cóż, zauważyłam, iż mam czytelników nie tylko w Polsce. Bardzo się z tego  cieszę. Nie mniej jednak cenię wszystkich, którym chce się czytać tego bloga. Podziwiam Was ;-).
Zapaliłam sobie w pokoju dwie świeczki zapachowe, wdycham ich aromat i zdycham z rozkoszy. Ach.
Czuję zapach pomarańczy. ;-)
Niech żyją świeczki!
Okej, kończę, bo chyba wpadłam w stan upojenia tym zapachem.
Pomarańcze!
Papa.
Ktosia            

niedziela, 14 sierpnia 2011

Rozdział IV

     Nie wiem o co mu chodziło. Było już za późno, żeby się wycofać. Niestety. Takto kazałabym się mu zatrzymać i zdzieliłbym torebką z cukierkami po głowie.
     A może po prostu nie chciałam, żeby się stanął...
     Teraz było to mało istotne. Czułam pęd wiatru, rozwiewającego włosy. to było piękne. Tak pędzić przez miasto i nie martwić się o nic. Wiedziałam, że tak powinno być już zawsze. Ale jak? Mam jeździć na skuterze do końca życia? Albo nie. Jak dorosnę kupię sobie kabriolet.
     Czułam się jak w niebie. To najtrafniejsze porównanie.
     Nie. Jak w niebie czułam się w miejscu, do którego przywiózł mnie Iwan.
     Las, a w jego środku lazurowe jezioro. I zero komarów! Raj na Ziemi. Szczęka mi opadła. Naprawdę!            Podbiegłam do wody i zamoczyłam rące. Była ciepła. Mogłabym stąd nie wracać.
     - To takie miejsca istnieją?
     - "Dla tych, którzy wierzą w magię i z magii są zrodzeni" -preczytał ze skały, przy której stał.
Podeszłam do niego. Na skale widoczny był labirynt, a nad nim słowa:
     " Pokaż drogę przez labirynt,
     byś mógł swobodnie przejść.
     Do Królestwa  wiedzie ta droga,
     którego nikt nie pokona.
     Ze złymi zamiarami idź z tąd precz.
     By nas ochronić swobodnie przejdź."
     Zdziwiło mnie z jaką łatwością Iwan przebiega palcem po wyrytym w skale labiryncie. Za jego palcem pojawiała się złota linia, a gdy dotarł do końca miniaturowej plontaniny korytarzy, skała się zatrzęsła i powoli się odsunęła. przed nami pojawił się korytarz, na którego końcu płonęło białe światło.
     - Iwan, nie idź w stronę światła - powiedziałam do niego poważnym tonem. Chwilę chamował śmiech, aż w końcu oboje nie wytrzymaliśmy. Z chichotem pod  nosem ruszyliśmy naprzód. Skała zamknęła się za nami.
     Nagle poczułam, jakby gigantyczny komar użarł mnie w plecy. Sięgnęłam, aby się podrabać. Ale zamiat bluzki, pod palcami poczułam łagodny puch. Spojrzałam za ramię. Wielkie, motyle skrzydła pojawiły się na moich plecach.
     Zakręciło mi się w głowie. A potem była już tylko ciemność.
     Zemdlałam
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...         

Moja twórczość

Azalia
Ulicami kroczyła
piękna pani
w ręku trzymała
bukiet azali
a gdyś do niej podszedł
spytałeś
" Jakie twe imię o pani? "
ona odwróciła głowę
szepnęła
"Azalia"

Dopiero potem
gdy pod drzewem siedziała
płakała
szeptała
" Azalia "
dowiedziałeś się
że to córka jej
w bukiet azali zamieniona
 bezlitośnie w jej ręku kona
                                                                                          Ktosia

Rozdział IV

     Następnego dnia, gdy już zapadł zmrok, a ja leżałam w łóżku bawiąc się bransoletką od Iwana, usłyszałam, że ktoś rzuca kamienie na mój balkon. Wyszłam sprawdzić, co się dzieje.
     Chyba nie powinien być dla mnie zaskoczeniem widok niebieskiego skutera?
     - Nareszcie jesteś. Już myślałem, że coś się stało.
     - Tak, stało się. Powoli szlak mnie trafia przez Ciebie.
     - Ubieraj się i chodź ze mną.
     - Już lecę. Przychodzisz do mnie o północy, rzucasz kamieniami w moje okno... I myślisz, że wyskoczę przez balkon, by rzucić Ci się na szyję? Ty naprawdę jesteś idiotą - wróciłam do swojego pokoju.
     - Aniela! - Iwan nie mógł pogodzić się z porażką.
     - Już idę Romeo! - Krzyknęłam przez ramię.
     Poszłam do łazienki i przebrałam się w dżinsy i koszulę w kratkę. Na nogi założyłam trampki. Spięłam włosy w koński ogon (rozpuszczone są nie do okiełznania). Wróciłam na balkon, spuściłam drabinkę sznurową (wiedziałam, że kiedyś się przyda) Przeszłam przez barierkę i zeszłam na ziemię.
     - Coraz bardziej mnie zaskakujesz.
     - Ach, nie pokazałam Ci nawet kolekcji sztyletów i mieczy, którą pomógł mi zebrać mój tata. Jest napradę imponująca... Po co w ogóle to przyjechałeś?
     - Zamierzam zabrać Cię na małą przejażdżkę.
     - Okej...To ja lecę po plecak do pokoju - weszłam z powrotem na balkon i zaczęłam pakowanie. Z mojej małej kuchni ( mam całą sieć pomieszczeń tylko dla siebie, szystko to wygląda jak miniaturowe mieszkanie ) kilka kawałków pizzy i wsadziłam do plastikowego pojemnika. Nie zapomniałam też o butelce wody. Telefon komórkowy, portwel, legitymacja - rzeczy, z którymi się nie rozstaję. Po chwili wachania założyłam na rękę bransoletką od Iwana, a do buta schowałam sztylet.
     Po kilku minutach byłam na dole.
     Tym razem wsiadłam na skuter bez wahania.
     Nagle usłyszałam głos Iwana:
     - Tylko uprzedzam - z tej wycieczki możemy już nigdy nie wrócić.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...           

Ktośka mówi

Witam Kochani Czytelnicy! 
Chyba nie powinno mnie dziwić, że wszystkie komentarze zamieściła Aśka, czyli Zaciesz. 
Pewne wytłumaczenie: Aniela pisała sprawdzian z angielskiego, bo z matematyki jest świetna (tacy ludzie też są potrzebni). Nie wiem, czy to nie będzie jedyny post tego dnia ( i tak się cieszę, że mogłam wziąć laptopa z pokoju mojego brata). Być może się mylę (mam taką nadzieję) i będę mogła napisać kolejny fragmęt książki. I tym jakże optymistycznym akcętem kończę tego posta.
Ktosia        

sobota, 13 sierpnia 2011

Nadal rozdział III

     Gdy tylko zadzwonił dzwonek kończący pierwszą lekcję, wybiegłam na korytaż. Bardzo szybko znalazłam osobę, której szukałam. Stał przy szafce i odkładał właśnie książki na pułkę. Zamknął drzwiczki i już miał się oddalić, kiedy chwyciłam go za łokieć. Obrócił się w moją stronę.
     - To Ty - syknęłam. Popchnęłam go na szafki. Z jaką łatością mi to przyszło...
     Jego  mina światczyła, że domyślił się o co mi chodzi.
     - Ty podły oszuście! Jak mogłeś?!
     - Zrozum, chciałam tylko Ci pomóc.
     - Pomóc?! Nie zamierzam łazić za tobą krok w krak, żeby dostać szóstkę z matematyki.
     - Jesteś na mnie zła, ponieważ lepiej niż Ty mam rozwiniętą umiejętność czytania w myślach.
     Zastanowiłam się nad jego słowami.
     - Tak, ale to nie oznacza, że nie jesteś oszustem.
     Oddaliłam się tak szybko, jak się pojawiłam.
     Pod koniec lekcji poszłam zabrać rzeczy z mojej szafki. Gdy tylko ją otworzyłam zobaczyłam bukiet małych, pomarańczowych różyczek i niebieską torebkę, w jaką zazwyczaj pakuje się prezęty. Znajdowała się w niej błękitna koperta i niebieskie pudełeczko ze srebrną branzoletką wysadzaną niebieskimi kamyczkami. W kopercie był list, w którym Iwan niezdarnie prepraszał za swój niecny postępek. Napisał tam najróżniejsze brednie. I dlatego postanowiłam mu przebaczyć. Tłumaczył też, że branzoletkę miał mi dać wczoraj, ale tak szybko pobiegłam do domu, iż nie zdążuł wyłączyć nawet silnika.
     I oto w ten jakże romantyczny sposób bez żadnej okazji dostałam prezent od chłopaka.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...         

Ktośka mówi

     Na samym początku pozdro dla pewnej baaaaaardzo fajnej rodzinki (co nie oznacza, że moja rodzinka nie jest równie fajna). Czyli tak, pozdrawiam Ciocię Martę, Wujka Grześka, Asię i Adasia, którzy bardzo wspierają mnie w pisaniu tego bloga jednocześnie nie denerwując mnie (co nie udało się nawet mojej mamie).
     Drodzy Czytelnicy, mam nadzieję, że "rozdział III" podobał się Wam, choć nie było tam zbyt wiele o Iwanie (czekajcie, odkuję się w "Nadal rozdział III").
     Oby czytanie tego bloga sprawiało Wam tyle samo radości, co mi pisanie go.
Ktosia            

Rozdział III

      Dziś czekał mnie sprawdzian z angielskiego. Wykułam na blachę pół podręcznika. Nienawidzę tych lekcji.
      To nie jest tak,  że zaglądam do umysłów ludzi przez cały czas. To nie jest umiejętność. Gdy człowiekowi toważyszą silne emocje... one tak jakby pochłaniają także muj umysł. Nie mogę od tak zaglądnąć nauczycielowi do mózgu, żeby wiedzieć jekie są poprawne odpowiedzi.
      - Cześć. I jak? Przygotowana do sprawdzianu?
      Iwan
      - Tak jakby - odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
     - Yhm, już to widzę.
     - To po co się pytasz, skoro już wiesz - byłam na niego zła. Mógł chociaż mnie pocieszyć!
     - Po prostu uwierz w siebie. Umiesz wszystko, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
     - Ta, jasne. Nawet pierwiastek kwadratowy z liczby...
     -Okej, może nie wszystko, ale na tyle, żeby ten sprawdzian napisać na ocenę celującą. Nie na prużno wtukłaś do głowy pół podręcznika.
     - Hej, a Ty...
     Zadzwonił dzwonek na lekcję.
     Rozłożył z uśmiechem ręce.
     - Nie mam pojęcia.
     Do klasy weszłam jak na stracenie.
     Sprawdzian był zaskakująco łatwy. Znałam wszystkie odpowiedzi. Rozwiązałam także zadanie na szóstkę.      Coś musi być nie tak...
     I nagle mnie oświeciło.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...     

Ktośka mówi

Obiecałam kolejny fragmęt rozdziału i oto jest. A to naprawdę wyczyn, kiedy ma się taki zły dzień jak ja.
Ale jest jedna, a właściwie dwie sprawy, które poprawiają mi nastrój. Po pierwsze - moją stronę odwiedziły już 142 osoby (dziękuję wszystkim tym osobą), a po drugie - wczoraj w nocy po raz pierwszy widziałam spadającą gwiazdę. Niestety nie zdążyłam powiedzieć życzenia.
Okej, a więc miłej lektury, a ja idę po jogurcik.
Ktosia      

Nadal Rozdział II

     Wyszliśmy na dziedziniec. Ja zaczęłam iść w stronę bramki, a Iwan podszedł do niebieskiego skutera.
     - Hej, co ty robisz? - zapytałam.
     - Właśnie zamierzałem spytać o to samo. Mówiłem Ci przecież, że POJEDZIEMY, a nie PÓJDZIEMY.
     Dalej stałam w tym samym miejscu co przedtem. Podszedł do mnie chwycił mnie za rękę, pociągnął w stronę skutera, włożył mi kask na głowę, zapiął, wyregulował paski i posadził na miejscu pasażera, po czym wsiadł, owinął sobie moje ręce wokół brzucha i kazał się mocno trzymać.
      Odpalił silnik i ruszyliśmy.
      W domu Sabina - żona mojego brata - mimo protestów posadziła Iwana przy stole. Gdy po obiedzie poszłam na górę po rzeczy, ona zaczęła podpytywać mnie czy on jest moim chłopakiem. Mimo, że tłumaczyłam jej, iż to tylko kolega, ona zdawała się być nie przekonana.
     Potem pojechaliśmy do księgarni. Wzięłam książkę do ręki.
     - "Upadli"? Spodziewałem się po Tobie bardziej ambitnej lektury.
     - Widzisz Iwanie, JA jestem DZIEWCZYNĄ, a DZIEWCZYNY lubią TAKIE książki.
     Gdy skończyła się już męka robienia z nim zakupów (krytykował każdą książkę, którą brałam do ręki), odwiózł mnie do domu. I... Tak zakończył się mój dzień. A właściwie się nie skończył, bo do północy gryzłam się z tym, że Iwan mi się podoba.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...       

piątek, 12 sierpnia 2011

Ktośka mówi

Witam moich kochanych czytelników. Na moim blogu zagościło już 101 osób z czego bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że podoba się Wam moje "dzieło".
 Jutro zamieszczę kolejny fragmęt książki. Mam nadzieję, że wytrzymacie do tego czasu.
 Ktosia                    


Rozdział II

     Lekcje zleciały mi szybko. Zaraz po nich udałam się do biblioteki. Spędziłam w niej pół godziny. Gdy wyszłam, omal nie zabiłam się na przechodzącym ( A jakże by inaczej? ) Iwanie. Na szczęście (dla kogo większe? ) mnie złapał. Był bardzo zaskoczony i zakłopotany widząc, że to ja.
     - A... co Ty tu robisz? - zapytał (głupszego pytania nie mógł wymyślić).
    - Hm... Zastanówmy się... Co ja mogłam robić w bibliotece?... Wiesz, chyba szukałam toalety, ale nie jestem pewna.
     - Okej, okej. Przyznaję się. Mądrością nie grzeszę - zaczął się śmiać. Był wtedy taki uroczy... Hej! Idiotko! Nie myśl tak! To głupek, nie pamiętasz?
     - Ehm. Wybierasz się gdzieś dzisiaj?
     - Yyyyy. Wiesz, zamierzałam iść do księgarni...
     - A to się dobrze składa, bo ja też miałem taki zamiar, więc może pojedziemy razem?kej
     - Okej, to o której?
     - No nie wiem. Ja mógłbym jechać od razu...
     - To się nie dogadamy, bo ja muszę jeszcze iść na obiad... Chyba, że poszedłbyś ze mną do domu...
     - Nie chciałbym sprawić kłopotu...
     W końcu po dłuższych rozmowach  ustaliliśmy, że najpierw pójdziemy do mnie, a potem do księgarni. On upierał się, żeby pojechać do galerii, ja nie miałam zdania, więc wyszło na jego.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...     

Ktosia mówi

Dziękuję wszystkim odwiedzającym mojego bloga, jestem dumna z tego, że budzi takie zainteresowanie(jak może zauważyliście, prowadzę go od wczoraj). Apeluję do wszystkich: po pierwsze - zamieszczajcie komentarze, po drugie - odpowiadajcie na pytanie poprawej stronie. Jeśli czegoś zapomniałam - napiszcie w komentarzach.
Ktosia           

Coś o Ktosi.

Otóż jestem o rok młodsza od Zaciesza ( przeczytaj jej bloga, to dowiesz się ile mam dokładnie lat). Gdyby miała siostrę, zapewne byłabym nią ja. Niestety, bocian się pomylił o kilka ulic i oto jesteśmy siostrami ciotecznymi (nasze mamy są siostrami). Jej tata to mój chrzestny, a moja mama to jej chrzestna. Ponad to moja siostra jest chrzestną jej brata (jest starsza ode mnie o 15 lat, a bracia o 12 i 7 lat), mama Zaciesza jest jej chrzestną.
Od września będę uczęszczać do klasy humanistycznej gimnazjum nr. 2... i to by było na tyle.
                                                                                                                                  Ktosia                        

Nadal Rozdział I

     - Dziękuję - powiedziałam i szybko się oddaliłam.
     - Czekaj! -zawołał.
     Obróciłam się. Podbiegł do mnie z plikiem kartek w ręce.
     - To wypadło z jednej z książek - powiedział.
     Wzięłam z jego ręki moje szkice.
     - Zaglądałeś - stwierdziłam. Nie musiałam zaglądać do jego umysłu żeby zobaczyć linie papilarne z jego umazanych białą kredą palców.
     - Tak.
     Arogancja jest jego mocna stroną.
     - I co? Nie przeprosisz? Naruszyłeś moją prywatność - fakt faktem, że ja naruszałam ją codziennie, ale nie z mojej winy.
     - A Ty? Przyznaj się? Ile razy szperałaś w umysłach niewinnych ludzi? No, przyznaj się.
     - Skąd o tym wiesz? - Ale ze mnie idiotka. Dałam się podejść! Takiemu du..... Okej, nie ważne. Było minęło. Moje czyny wyprzedzają wszystko inne. Prędkość światła to przy tym pikuś.
     - Ha! Czyli przyznajesz się!
     Próbowałam powiedzieć coś na swoje usprawiedliwienie, ale mi przerwał:
     - Masz szczęście, że jestem taki jak Ty.
     Zaniemówiłam. Spojrzał na zegarek.
     - Radzę się spieszyć, bo spóźnimy się na lekcję.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...         

czwartek, 11 sierpnia 2011

Coś o Ktosi

Mam x lat. Jestem blondynką o niebieskich oczach. Mam siostrę i dwóch braci. Mieszkam w domu jednorodzinnym. Bardzo lubię czytać. jeżeli ktoś zna Zaciesza (http://karmelickaa.blogspot.com/) to niech wie, że jestem jej kuzynką. Opisała mnie jako Gohę, przyszłego kociaka z gimnazjum nr. dwa. Ja mam rudo białego kociaka, papużkę falistą, bernardyna i mieszańca. Po kolei ich imiona to: Nutka, Sasha, Dejzi i Krysiek.
To tyle, jeżeli chodzi o mnie.
Ktosia          

Rozdział I

     Początek czerwca. Wróciłam do szkoły po dość długiej przerwie. Byłam ciekawa, co na to powiedzą kumple. Pewnie już wszyscy wiedzą co się stało. No i co się dziwić? Morderstwo moich rodziców i w ogóle... Z tego  wszystkiego moja bratowa wylądowała w szpitalu  i urodziła córeczkę miesiąc przed terminem. Ja z kolei musiałam jeździć na rehabilitację. Pęknięte żebra, złamana noga, kilka ran ciętych.
     No, a teraz stałam na parkingu szkolnym żegnana radosnym gaworzeniem Paulinki. Amelia to, Amelia tamto... Mój brat wpajał mi zasady szkolne, jakbym ich nie znała. No, nareszcie. Ostatnie trzymaj się, dźwięk zapalanego silnika i pa pa. Nagle poczułam palącą potrzebę zawołania "wracajcie", ale już za późno. Trzeba iść. No cóż, takie jest życie. Nie da się go uniknąć.
     Dużo lepiej by było, gdybym nie słyszała myśli innych ludzi. No masakra. Czy ja już nigdy nie będę normalna?Wychodzi na to, że nie.
     Szłam przez dziedziniec szkolny. Byłam zła. Torba wisiała mi na  ramieniu, książki, które muszę oddać do biblioteki trzymałam w ręce, przyciśnięte do piersi. Wszystko szło dobrze do puki się nie przewróciłam. Czy moje sny zawsze muszą się spełniać?
     Książki wypadły mi z rąk, torba zsunęła się z ramienia i oto już klęczałam na chodniku. Nektarynka, która wypadło z kieszeni torby, teraz toczyło się po cemętowych płytkach. Postanowiłam najpierw zebrać książki, a dopiero potem iść po owoc... A jednak nie muszę. Nektarynka sama pojawia się przed moimi oczami. Wzięłam ją z rąk chłopaka, który go przyniósł, licząc na to, że odejdzie. Ale nie. On po prostu musiał klęknąć obok mnie i pomóc mi zbierać rzeczy. To strasznie irytujące.i
     Popatrzyłam na jego twarz. No nie, gorzej już chyba być nie może. Najprzystojniejszy chłopak w szkole pomagał mi po tym, jak zrobiłam z siebie niezdarę.
     Kilka słów prawdy o Iwanie. Chłopak, którego tata pochodzi z Rosji, zaginiony przed trzema laty, mama Polka, zmarła przy porodzie. Obecnie opiekuje się nim siostra matki. Jego znajomi stanowią " próżnię", czyli grono najpopularniejszych dzieciaków w szkole.
     Ciąg dalszy nastąpi niebawem...     

Pierwszy wpis

Mój pierwszy wpis będzie skromny. Otóż tym blogiem będę się posługiwać, aby publikować rozdziały mojej książki, a potem się zobaczy...
Miłego czytania.
Ktośka