Lekcje zleciały mi szybko. Zaraz po nich udałam się do biblioteki. Spędziłam w niej pół godziny. Gdy wyszłam, omal nie zabiłam się na przechodzącym ( A jakże by inaczej? ) Iwanie. Na szczęście (dla kogo większe? ) mnie złapał. Był bardzo zaskoczony i zakłopotany widząc, że to ja.
- A... co Ty tu robisz? - zapytał (głupszego pytania nie mógł wymyślić).
- Hm... Zastanówmy się... Co ja mogłam robić w bibliotece?... Wiesz, chyba szukałam toalety, ale nie jestem pewna.
- Okej, okej. Przyznaję się. Mądrością nie grzeszę - zaczął się śmiać. Był wtedy taki uroczy... Hej! Idiotko! Nie myśl tak! To głupek, nie pamiętasz?
- Ehm. Wybierasz się gdzieś dzisiaj?
- Yyyyy. Wiesz, zamierzałam iść do księgarni...
- A to się dobrze składa, bo ja też miałem taki zamiar, więc może pojedziemy razem?kej
- Okej, to o której?
- No nie wiem. Ja mógłbym jechać od razu...
- To się nie dogadamy, bo ja muszę jeszcze iść na obiad... Chyba, że poszedłbyś ze mną do domu...
- Nie chciałbym sprawić kłopotu...
W końcu po dłuższych rozmowach ustaliliśmy, że najpierw pójdziemy do mnie, a potem do księgarni. On upierał się, żeby pojechać do galerii, ja nie miałam zdania, więc wyszło na jego.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...