A może po prostu nie chciałam, żeby się stanął...
Teraz było to mało istotne. Czułam pęd wiatru, rozwiewającego włosy. to było piękne. Tak pędzić przez miasto i nie martwić się o nic. Wiedziałam, że tak powinno być już zawsze. Ale jak? Mam jeździć na skuterze do końca życia? Albo nie. Jak dorosnę kupię sobie kabriolet.
Czułam się jak w niebie. To najtrafniejsze porównanie.
Nie. Jak w niebie czułam się w miejscu, do którego przywiózł mnie Iwan.
Las, a w jego środku lazurowe jezioro. I zero komarów! Raj na Ziemi. Szczęka mi opadła. Naprawdę! Podbiegłam do wody i zamoczyłam rące. Była ciepła. Mogłabym stąd nie wracać.
- To takie miejsca istnieją?
- "Dla tych, którzy wierzą w magię i z magii są zrodzeni" -preczytał ze skały, przy której stał.
Podeszłam do niego. Na skale widoczny był labirynt, a nad nim słowa:
" Pokaż drogę przez labirynt,
byś mógł swobodnie przejść.
Do Królestwa wiedzie ta droga,
którego nikt nie pokona.
Ze złymi zamiarami idź z tąd precz.
By nas ochronić swobodnie przejdź."
Zdziwiło mnie z jaką łatwością Iwan przebiega palcem po wyrytym w skale labiryncie. Za jego palcem pojawiała się złota linia, a gdy dotarł do końca miniaturowej plontaniny korytarzy, skała się zatrzęsła i powoli się odsunęła. przed nami pojawił się korytarz, na którego końcu płonęło białe światło.- Iwan, nie idź w stronę światła - powiedziałam do niego poważnym tonem. Chwilę chamował śmiech, aż w końcu oboje nie wytrzymaliśmy. Z chichotem pod nosem ruszyliśmy naprzód. Skała zamknęła się za nami.
Nagle poczułam, jakby gigantyczny komar użarł mnie w plecy. Sięgnęłam, aby się podrabać. Ale zamiat bluzki, pod palcami poczułam łagodny puch. Spojrzałam za ramię. Wielkie, motyle skrzydła pojawiły się na moich plecach.
Zakręciło mi się w głowie. A potem była już tylko ciemność.
Zemdlałam
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...