sobota, 13 sierpnia 2011

Nadal rozdział III

     Gdy tylko zadzwonił dzwonek kończący pierwszą lekcję, wybiegłam na korytaż. Bardzo szybko znalazłam osobę, której szukałam. Stał przy szafce i odkładał właśnie książki na pułkę. Zamknął drzwiczki i już miał się oddalić, kiedy chwyciłam go za łokieć. Obrócił się w moją stronę.
     - To Ty - syknęłam. Popchnęłam go na szafki. Z jaką łatością mi to przyszło...
     Jego  mina światczyła, że domyślił się o co mi chodzi.
     - Ty podły oszuście! Jak mogłeś?!
     - Zrozum, chciałam tylko Ci pomóc.
     - Pomóc?! Nie zamierzam łazić za tobą krok w krak, żeby dostać szóstkę z matematyki.
     - Jesteś na mnie zła, ponieważ lepiej niż Ty mam rozwiniętą umiejętność czytania w myślach.
     Zastanowiłam się nad jego słowami.
     - Tak, ale to nie oznacza, że nie jesteś oszustem.
     Oddaliłam się tak szybko, jak się pojawiłam.
     Pod koniec lekcji poszłam zabrać rzeczy z mojej szafki. Gdy tylko ją otworzyłam zobaczyłam bukiet małych, pomarańczowych różyczek i niebieską torebkę, w jaką zazwyczaj pakuje się prezęty. Znajdowała się w niej błękitna koperta i niebieskie pudełeczko ze srebrną branzoletką wysadzaną niebieskimi kamyczkami. W kopercie był list, w którym Iwan niezdarnie prepraszał za swój niecny postępek. Napisał tam najróżniejsze brednie. I dlatego postanowiłam mu przebaczyć. Tłumaczył też, że branzoletkę miał mi dać wczoraj, ale tak szybko pobiegłam do domu, iż nie zdążuł wyłączyć nawet silnika.
     I oto w ten jakże romantyczny sposób bez żadnej okazji dostałam prezent od chłopaka.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...         

Ktośka mówi

     Na samym początku pozdro dla pewnej baaaaaardzo fajnej rodzinki (co nie oznacza, że moja rodzinka nie jest równie fajna). Czyli tak, pozdrawiam Ciocię Martę, Wujka Grześka, Asię i Adasia, którzy bardzo wspierają mnie w pisaniu tego bloga jednocześnie nie denerwując mnie (co nie udało się nawet mojej mamie).
     Drodzy Czytelnicy, mam nadzieję, że "rozdział III" podobał się Wam, choć nie było tam zbyt wiele o Iwanie (czekajcie, odkuję się w "Nadal rozdział III").
     Oby czytanie tego bloga sprawiało Wam tyle samo radości, co mi pisanie go.
Ktosia            

Rozdział III

      Dziś czekał mnie sprawdzian z angielskiego. Wykułam na blachę pół podręcznika. Nienawidzę tych lekcji.
      To nie jest tak,  że zaglądam do umysłów ludzi przez cały czas. To nie jest umiejętność. Gdy człowiekowi toważyszą silne emocje... one tak jakby pochłaniają także muj umysł. Nie mogę od tak zaglądnąć nauczycielowi do mózgu, żeby wiedzieć jekie są poprawne odpowiedzi.
      - Cześć. I jak? Przygotowana do sprawdzianu?
      Iwan
      - Tak jakby - odpowiedziałam lekko drżącym głosem.
     - Yhm, już to widzę.
     - To po co się pytasz, skoro już wiesz - byłam na niego zła. Mógł chociaż mnie pocieszyć!
     - Po prostu uwierz w siebie. Umiesz wszystko, tylko jeszcze o tym nie wiesz.
     - Ta, jasne. Nawet pierwiastek kwadratowy z liczby...
     -Okej, może nie wszystko, ale na tyle, żeby ten sprawdzian napisać na ocenę celującą. Nie na prużno wtukłaś do głowy pół podręcznika.
     - Hej, a Ty...
     Zadzwonił dzwonek na lekcję.
     Rozłożył z uśmiechem ręce.
     - Nie mam pojęcia.
     Do klasy weszłam jak na stracenie.
     Sprawdzian był zaskakująco łatwy. Znałam wszystkie odpowiedzi. Rozwiązałam także zadanie na szóstkę.      Coś musi być nie tak...
     I nagle mnie oświeciło.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...     

Ktośka mówi

Obiecałam kolejny fragmęt rozdziału i oto jest. A to naprawdę wyczyn, kiedy ma się taki zły dzień jak ja.
Ale jest jedna, a właściwie dwie sprawy, które poprawiają mi nastrój. Po pierwsze - moją stronę odwiedziły już 142 osoby (dziękuję wszystkim tym osobą), a po drugie - wczoraj w nocy po raz pierwszy widziałam spadającą gwiazdę. Niestety nie zdążyłam powiedzieć życzenia.
Okej, a więc miłej lektury, a ja idę po jogurcik.
Ktosia      

Nadal Rozdział II

     Wyszliśmy na dziedziniec. Ja zaczęłam iść w stronę bramki, a Iwan podszedł do niebieskiego skutera.
     - Hej, co ty robisz? - zapytałam.
     - Właśnie zamierzałem spytać o to samo. Mówiłem Ci przecież, że POJEDZIEMY, a nie PÓJDZIEMY.
     Dalej stałam w tym samym miejscu co przedtem. Podszedł do mnie chwycił mnie za rękę, pociągnął w stronę skutera, włożył mi kask na głowę, zapiął, wyregulował paski i posadził na miejscu pasażera, po czym wsiadł, owinął sobie moje ręce wokół brzucha i kazał się mocno trzymać.
      Odpalił silnik i ruszyliśmy.
      W domu Sabina - żona mojego brata - mimo protestów posadziła Iwana przy stole. Gdy po obiedzie poszłam na górę po rzeczy, ona zaczęła podpytywać mnie czy on jest moim chłopakiem. Mimo, że tłumaczyłam jej, iż to tylko kolega, ona zdawała się być nie przekonana.
     Potem pojechaliśmy do księgarni. Wzięłam książkę do ręki.
     - "Upadli"? Spodziewałem się po Tobie bardziej ambitnej lektury.
     - Widzisz Iwanie, JA jestem DZIEWCZYNĄ, a DZIEWCZYNY lubią TAKIE książki.
     Gdy skończyła się już męka robienia z nim zakupów (krytykował każdą książkę, którą brałam do ręki), odwiózł mnie do domu. I... Tak zakończył się mój dzień. A właściwie się nie skończył, bo do północy gryzłam się z tym, że Iwan mi się podoba.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...