Znowu.
Muszę zaskarżyć autorkę. Czy ja nie mam nic do roboty? Kraj do uratowania, mnóstwo nauki..., a ona sobie wymyśliła, że co rusz będę traciła przytomność.
Okej.
Co dalej?
A, już wiem.
Zaczęłam wrzeszczeć, gdy ujrzałam dwie głowy Iwana nad sobą. Jedna westchnęła, a druga uśmiechnęła się i powiedziała:
- Cześć Motylku, mam na imię Borys i jestem bratem bliźniakiem tego durnia, z którym chodzisz do szkoły.
- Durnia? Hmmm. Coś czuję, że się dogadamy. Pomóż mi wstać - podałam mu rękę.
- Nie powinnaś jeszcze... - zaczął Iwan, ale ja nie zwracałam na niego uwagi. Mój nowy kumpel z przyjemnością postawił mnie na ziemi. Ledwo musnęłam stopami podłogę, a już przed oczami pojawiły mi się szare mroczki. Zachwiałam się i byłabym upadła, gdyby jakieś silne ramiona nie podtrzymały mnie. Potem poczułam, że się unoszę. Gdy dotknęłam głową poduszki, już prawie nic nie czułam, nic nie widziałam.
- Anielo, pij - Iwan podstawił mi do ust i zaczął ją powoli przechylać. Gdy opróżniłam naczynie do końca, powoli wszystko zaczęło wracać do normy.
- Motylu... - Borys, który dotychczas stał kilka kroków od łóżka, zaczął się powoli przybliżać, lecz Iwan gwałtownym ruchem ręki posłał go na ścianę. Wstał i wziął za fraki swojego brata..
- Coś Ty jej zrobił?! - Odpowiedziało mu milczenie. Znów rombnął Borysem o ścianę. - Pytam się, coś Ty jej zrobił?! - Znów nic. Jego pięść poleciała na szczękę bliźniaka. Aż dziw, że nie protestował.
- Przestań - jak mój głos mógł być tak lichy? Iwan i tak mnie nie usłyszy..., ale o dziwo westchnął i puścił rzekomego złoczyńcę.
- Nie zbliżaj się do niej. Nigdy. Spróbuj ją tknąć, a będziesz wąchać kwiatki od spodu.
W jego głosie było tyle wrogości... Nie poznawałam go. To już nie był jeden z próżniaków z mojej szkoły, tylko śmiertelnie groźna... bestia. Pomyślałam, że nie chcę go nigdy mieć z a przeciwnika.
Ale... ile razy go obrażałam, prowokowałam niemiłymi zaczepkami..., a on zawsze miał do mnie anielską cierpliwość.
Musiał naprawdę nienawidzić brata.
Albo... Nie, na pewno nie.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...