- Oto garderoba godna księżniczki.
Wzięłam go za rękę.
- Chodź, pomożesz mi wybrać coś, w czym będę wyglądała jak księżniczka - był bardzo speszony, ale ja nie dałam mu prawa wyboru. Pociągnęłam go wzdłuż półek, gablot i wieszaków. Na samym końcu była przebieralnia, a raczej łazięka w królewskim wydaniu. Wielka wanna, umywalka... Niczego tu nie brakowało. Znalazłam nawet dżakuzji!
Wyszłam.
- Okej, to teraz trzeba znaleźć coś odpowiedniego... - popatrzyłam w miejsce, gdzie powinien stać Iwan, ale tam go nie było, jak w każdym miejscu, w zasięgu mojego wzroku.
Jest! Właśnie wyłaniał się zza zakrętu. Ręce miał zajęte piękną, lazurową suknią i kilkoma pudełeczkami.
- Proszę. Jeśli to Ci się nie spodoba, to widocznie, albo nie mam gustu, albo wcale Cię nie znam.
Przyznaję, ma bardzo dobry gust.
Sukienka opinała się wokół mojej tali ( poraz pierwszy dziękowałam Bogu, że mam dość spory biust ), a potem spływała pięknie do moich stóp. Na nich miałam srebrne pantofle na obcasach. W szafkach znalazłam mnóstwo kosmetyków. Z włosów ułożyłam piękny kok. Na głowę włożyłam piękny diadem. Szyję zdobiła kolja ze srebra i brylantów, a na rękę włożyłam bransoletkę, którą dostałam od Iwana. Całość prezętowała się pięknie, lecz dopiero reakcja dobierającego ten strój dała mi satysfakcję. Po prostu oniemiał, a minę miał... Nie wiem, jak mam to określić...
Nie chciałam widzieć swojej miny, gdy Iwan z niepewną miną wypowiedział jedno magiczne zdanie:
- Czy chceż iść ze mną na ten bal?
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...