piątek, 26 sierpnia 2011

Rozdział VI

     Następnego dnia, wieczorem miał się odbyć bal. Nie wiedziałam w co się ubrać, ale od czego miałam Iwana... Zaprowadził mnie do jednej z wielu komnat w wielkim zamku. Było tam mnóstwo biżuterii, sukienek i butów.
     - Oto garderoba godna księżniczki.
     Wzięłam go za rękę.
     - Chodź, pomożesz mi wybrać coś, w czym będę wyglądała jak księżniczka - był bardzo speszony, ale ja nie dałam mu prawa wyboru. Pociągnęłam go wzdłuż półek, gablot i wieszaków. Na samym końcu była przebieralnia, a raczej łazięka w królewskim wydaniu. Wielka wanna, umywalka... Niczego tu nie brakowało. Znalazłam nawet dżakuzji!
     Wyszłam.
     - Okej, to teraz trzeba znaleźć coś odpowiedniego... - popatrzyłam w miejsce, gdzie powinien stać Iwan, ale tam go nie było, jak w każdym miejscu, w zasięgu mojego wzroku.
      Jest! Właśnie wyłaniał się zza zakrętu. Ręce miał zajęte piękną, lazurową suknią i kilkoma pudełeczkami.
     - Proszę. Jeśli to Ci się nie spodoba, to widocznie, albo nie mam gustu, albo wcale Cię nie znam.
     Przyznaję, ma bardzo dobry gust.
     Sukienka opinała się wokół mojej tali ( poraz pierwszy dziękowałam Bogu, że mam dość spory biust ), a potem spływała pięknie do moich stóp. Na nich miałam srebrne pantofle na obcasach. W szafkach znalazłam mnóstwo kosmetyków. Z włosów ułożyłam piękny kok. Na głowę włożyłam piękny diadem. Szyję zdobiła kolja ze srebra i brylantów, a na rękę włożyłam bransoletkę, którą dostałam od Iwana. Całość prezętowała się pięknie, lecz dopiero reakcja dobierającego ten strój dała mi satysfakcję. Po prostu oniemiał, a minę miał... Nie wiem, jak mam to określić...
     Nie chciałam widzieć swojej miny, gdy Iwan z niepewną miną wypowiedział jedno magiczne zdanie:
     - Czy chceż iść ze mną na ten bal? 
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...              

1 komentarz: