No, a teraz stałam na parkingu szkolnym żegnana radosnym gaworzeniem Paulinki. Amelia to, Amelia tamto... Mój brat wpajał mi zasady szkolne, jakbym ich nie znała. No, nareszcie. Ostatnie trzymaj się, dźwięk zapalanego silnika i pa pa. Nagle poczułam palącą potrzebę zawołania "wracajcie", ale już za późno. Trzeba iść. No cóż, takie jest życie. Nie da się go uniknąć.
Dużo lepiej by było, gdybym nie słyszała myśli innych ludzi. No masakra. Czy ja już nigdy nie będę normalna?Wychodzi na to, że nie.
Szłam przez dziedziniec szkolny. Byłam zła. Torba wisiała mi na ramieniu, książki, które muszę oddać do biblioteki trzymałam w ręce, przyciśnięte do piersi. Wszystko szło dobrze do puki się nie przewróciłam. Czy moje sny zawsze muszą się spełniać?
Książki wypadły mi z rąk, torba zsunęła się z ramienia i oto już klęczałam na chodniku. Nektarynka, która wypadło z kieszeni torby, teraz toczyło się po cemętowych płytkach. Postanowiłam najpierw zebrać książki, a dopiero potem iść po owoc... A jednak nie muszę. Nektarynka sama pojawia się przed moimi oczami. Wzięłam ją z rąk chłopaka, który go przyniósł, licząc na to, że odejdzie. Ale nie. On po prostu musiał klęknąć obok mnie i pomóc mi zbierać rzeczy. To strasznie irytujące.i
Popatrzyłam na jego twarz. No nie, gorzej już chyba być nie może. Najprzystojniejszy chłopak w szkole pomagał mi po tym, jak zrobiłam z siebie niezdarę.
Kilka słów prawdy o Iwanie. Chłopak, którego tata pochodzi z Rosji, zaginiony przed trzema laty, mama Polka, zmarła przy porodzie. Obecnie opiekuje się nim siostra matki. Jego znajomi stanowią " próżnię", czyli grono najpopularniejszych dzieciaków w szkole.
Ciąg dalszy nastąpi niebawem...
Świetne!
OdpowiedzUsuń